Tegoroczny Maraton w Tokio przyniósł rekord trasy kobiet ustanowiony przez Brigid Kosgei oraz niezwykle ciasny finisz w rywalizacji mężczyzn, gdzie Tadese Takele obronił tytuł, wygrywając o ułamki sekund.
Kosgei kontroluje tempo i ucieka po 30. kilometrze
Kenijka Brigid Kosgei przypomniała światu o swojej klasie, odnosząc spektakularne zwycięstwo na ulicach stolicy Japonii. Była rekordzistka świata pokonała dystans maratoński w czasie 2:14:29, co jest siódmym najszybszym wynikiem w historii kobiecego biegania oraz jej drugim najlepszym rezultatem w karierze. Kosgei nie tylko wygrała, ale dosłownie zmiażdżyła poprzedni rekord trasy (2:16:02), poprawiając go o ponad półtorej minuty i ustanawiając jednocześnie nowy rekord Azji dla biegów rozgrywanych na tym kontynencie.
Tempo biegu od samego początku zapowiadało historyczne wyniki, gdy liderki minęły znacznik 10 kilometra w rekordowym czasie 32:14. Grupa sześciu zawodniczek, w tym Kosgei oraz Sutume Asefa Kebede, dotarła do półmetka w 1:07:37. Decydujący atak nastąpił po 30. kilometrze, kiedy to Kosgei zaczęła systematycznie oddalać się od rywalek, budując na 35. kilometrze przewagę wynoszącą 22 sekundy.
Na mecie Kenijka wyprzedziła drugą zawodniczkę, Bertukan Welde, o ponad dwie minuty. Welde ukończyła bieg z doskonałym wynikiem 2:16:36, co w większości innych edycji zapewniłoby jej pewne zwycięstwo. Trzecie miejsce zajęła Hawi Feysa (2:17:39), która na ostatnich metrach wyprzedziła słabnącą Kebede. Łącznie aż sześć kobiet złamało barierę 2:20:00, co podkreśla niespotykany poziom sportowy tegorocznej edycji.
Finisz mężczyzn bez miejsca na błąd
Rywalizacja mężczyzn dostarczyła emocji o zupełnie innym charakterze, kończąc się jednym z najbardziej zaciętych finiszów w historii cyklu World Marathon Majors. Etiopczyk Tadese Takele został drugim biegaczem w historii maratonu w Tokio, któremu udało się obronić tytuł rok po roku. 24-latek przeciął linię mety z czasem 2:03:37, wygrywając walkę na ramiona z Kenijczykiem Geofrym Toroitichem Kipchumbą, któremu zmierzono dokładnie ten sam czas.

Bieg prowadzony był w bardzo mocnym tempie przez Japończyka Ryuichi Hashimoto, jednak duża grupa pościgowa dogoniła go już na początku drugiej połowy dystansu. Na 35. kilometrze w czołówce znajdowało się dziewięciu biegaczy, ale decydujące przetasowania nastąpiły kilometr później. Kluczowa piątka, w skład której wchodzili m.in. Takele, Toroitich oraz Alexander Mutiso Munyao, minęła znacznik 40 kilometra w czasie 1:57:27.
Takele wykazał się ogromną odpornością psychiczną, czekając z atakiem do ostatnich metrów przed stacją Tokio. Trzeci na mecie Alexander Mutiso Munyao stracił do zwycięzcy zaledwie sekundę (2:03:38), co sprawiło, że całe podium zmieściło się w jednej sekundzie różnicy. Czwarty Daniel Mateiko uzyskał wynik 2:03:44, a czołową piątkę zamknął Muktar Edris z nowym rekordem życiowym 2:04:07.
Sukcesy narodowe
Maraton w Tokio w 2026 roku był również areną spektakularnych rekordów narodowych. Włoch Iliass Aouani zajął szóste miejsce, ustanawiając nowy rekord Włoch czasem 2:04:26. Podobny sukces odnotował Chińczyk Feng Peiyou, który finiszując na 11. pozycji z wynikiem 2:05:58, pobił rekord Chin. Najlepszym z Japończyków był Suguru Osako, który zajął 12. miejsce (2:05:59), jednak nie zdołał wypełnić krajowego standardu kwalifikacyjnego na igrzyska w Los Angeles.
W rywalizacji kobiet najlepszą reprezentantką gospodarzy została Ai Hosoda, która z czasem 2:23:39 zajęła 10. miejsce. Dla Hosody był to występ szczególny, gdyż biegaczka ogłosiła zakończenie swojej sportowej kariery właśnie tym startem w Tokio. Warto również odnotować solidny występ kanadyjskiego rekordzisty Camerona Levinsa, który zajął 14. miejsce z wynikiem 2:06:49.
Polscy kibice z uwagą śledzili start swoich reprezentantów. Wojciech Kopeć, biegacz i trener, ukończył rywalizację na 132. miejscu z czasem 2:23:28. Tak szeroka reprezentacja międzynarodowa i liczne rekordy potwierdzają status Tokio jako jednej z najszybszych tras maratońskich na świecie.
Tokio potwierdza swoją specyfikę
Tokyo Marathon 2026 pokazał, że szybka trasa nie musi oznaczać jednowymiarowego biegania. U kobiet decydowała konsekwencja i narastające tempo, u mężczyzn – chłodna kalkulacja do ostatnich metrów. Tokio znów było miejscem, gdzie wynik i taktyka spotkały się w punkt.



