Diane Van Deren – operacja mózgu zabrała jej pamięć, dała talent do ultra

Diane Van Deren

Diane Van Deren była zawodową tenisistką, gdy jej życie przerwała agresywna epilepsja. Przełomowa operacja mózgu, która uratowała jej życie, odebrała jej poczucie czasu, lecz stworzyła jedną z najwybitniejszych ultramaratonek świata. Poznaj historię kobiety, dla której każda mila jest pierwszą.

Walka z niewidzialnym wrogiem

Zanim świat poznał ją jako biegową legendę, Diane Van Deren była wszechstronną sportsmenką, dominującą w tenisie, golfie i koszykówce. Jej życie zmieniło się gwałtownie w 1988 roku, gdy jako 28-latka, będąca w trzecim tygodniu ciąży, straciła przytomność podczas jazdy samochodem. Diagnoza była bezlitosna: epilepsja, wynikająca prawdopodobnie z uszkodzenia mózgu podczas wysokiej gorączki w niemowlęctwie. Przez dekadę ataki zdarzały się nawet pięć razy w tygodniu, paraliżując codzienność matki trójki dzieci.

Diane Van Deren
Foto: Tim Kemple, Kemple Media LLC

W pewnym momencie Diane odkryła nietypowy sposób na powstrzymanie nadchodzącego ataku. Gdy czuła tzw. aurę – mrowienie zwiastujące napad – zakładała buty i zaczynała biec. Aktywność fizyczna pozwalała jej „wybiegać” z cyklu neurologicznego, co stało się jej jedyną skuteczną formą terapii, gdy leki zawodziły. Jej mąż przez lata czuwał przy niej nocami, sprawdzając, czy wciąż oddycha, a dzieci musiały uczyć się prowadzenia auta na wypadek, gdyby mama miała atak za kierownicą.

Sytuacja stała się krytyczna, gdy ataki zaczęły następować bez ostrzeżenia, a fragmenty jej mózgu odpowiedzialne za kontrolę napadów stawały się coraz słabsze. Neurochirurg Mark Spitz wyjaśniał, że ryzyko zgonu w wyniku nagłego zatrzymania akcji serca podczas ataku wynosiło jeden procent rocznie. Diane, z mentalnością zawodowego sportowca, zdecydowała się na radykalny krok: operację usunięcia ogniska padaczkowego. To była decyzja o wszystko, niosąca ze sobą ryzyko udaru lub trwałego inwalidztwa.

Operacja, która zmieniła wszystko

W 1997 roku Diane przeszła skomplikowaną, sześciogodzinną lobektomię. Lekarze otworzyli jej czaszkę, by usunąć fragment prawego płata skroniowego oraz hipokampu – struktur wielkości kiwi, które na monitorach wyglądały na szare i zniszczone w porównaniu do zdrowej, różowej tkanki. Zabieg zakończył się sukcesem; od tamtego dnia biegaczka nie doświadczyła ani jednego napadu padaczkowego. Jednak ingerencja w tak kluczowe obszary mózgu musiała przynieść nieoczekiwane skutki uboczne.

Diane Van Deren
Foto: The North Face

Niedługo po rekonwalescencji, Diane odkryła w sobie nową, niemal nadludzką zdolność do pokonywania dystansów. Już dwa tygodnie po operacji przebiegła 10 mil bez bólu, a półtora roku później, pod wpływem impulsu, wygrała swój pierwszy bieg na 50 mil. Jak sama przyznaje, operacja dała jej nowe spojrzenie na życie i poczucie wolności, którego nigdy wcześniej nie zaznała. Pozbawiona strachu przed śmiercią z powodu ataku, zaczęła przesuwać granice wytrzymałości.

Eksperci, tacy jak neuropsycholodzy cytowani przez branżowe media, sugerowali, że operacja mogła wpłynąć na sposób, w jaki jej organizm przetwarza ból. Sama biegaczka uważa jednak, że to nie brak bólu, lecz nowa struktura jej świadomości stała się kluczem do sukcesu. Usunięcie części hipokampu trwale upośledziło jej pamięć krótkotrwałą oraz zdolność orientacji przestrzennej. W świecie ultra, gdzie największym wrogiem jest psychika analizująca upływający czas, wada ta niespodziewanie stała się jej największym atutem.

Gdy zegar przestaje istnieć

Najbardziej fascynującym efektem operacji jest fakt, że Diane Van Deren straciła poczucie upływu czasu. W biegach trwających wiele dni, gdzie inni zawodnicy zmagają się z mentalnym wycieńczeniem licząc sekundy do mety, ona pozostaje „zakleszczona” w teraźniejszości. Nie wie, czy biegnie od godziny, czy od dwóch dni; nie potrafi ocenić, jak bardzo powinna być zmęczona na danym etapie. Dla niej każda chwila jest osobnym bytem, co pozwala jej utrzymać stałe tempo bez obciążeń psychicznych.

Diane Van Deren
Foto: Diane Van Deren

Brak pamięci krótkotrwałej sprawia, że codzienne życie Diane jest pełne wyzwań – musi używać niezliczonych notatek, by pamiętać o spotkaniach czy wieku swoich dzieci. W lesie łatwo traci orientację, ponieważ mapy są dla niej jedynie zbiorem niezrozumiałych linii. Podczas zawodów radzi sobie, stosując system „okruchów” – zostawia na szlaku różowe wstążki lub kamienie, by wiedzieć, jak wrócić, gdy zboczy z trasy. Czasem żartuje, że biega dystanse dłuższe niż 100 mil tylko dlatego, że regularnie się gubi.

Zamiast na zegarku czy mapie, Diane polega na rytmie. W jej głowie gra wewnętrzna muzyka, którą wyznaczają uderzenia stóp o podłoże i miarowy oddech – dwa wdechy, dwa wydechy. Ten stan „przepływu” pozwala jej biec przez 28 godzin bez przerwy na sen, słuchając jedynie mechanicznego odliczania kroków. Jak mówi dr Don Gerber, Diane znalazła sposób, by zminimalizować skutki swojej niepełnosprawności i przekuć ją w stan najwyższej wydajności.

Minus 50 stopni i 300 mil przez Arktykę

Szczytowym osiągnięciem w karierze Van Deren był start w Yukon Arctic Ultra 300 w 2009 roku. Jest to uznawany za jeden z najtrudniejszych biegów świata wyścig przez arktyczne pustkowia, gdzie temperatury spadają do minus 50 stopni Celsjusza. Diane stała się pierwszą kobietą w historii, która ukończyła ten morderczy dystans, ciągnąc za sobą 45-funtowe sanie z ekwipunkiem. Podczas zawodów jej zapasy wody zamarzły, zmuszając ją do pokonania pierwszych 100 mil bez picia, jedynie poprzez ssanie zamrożonych kawałków jedzenia.

Warunki były ekstremalne; wielu konkurentów straciło palce u rąk i nóg z powodu odmrożeń już w pierwszej godzinie biegu. Trzydzieści mil przed metą Diane wpadła do lodowatej rzeki, gdy lód pękł pod jej ciężarem. Przemoczona, z butami, które zamarzły na jej stopach, nie poddała się i kontynuowała marsz. Jej przewaga nad innymi polegała na tym, że gdyby ktoś powiedział jej, że biegnie już dziesiąty dzień, odpowiedziałaby z uśmiechem: „Świetnie, zacznijmy więc!”.

Poza Arktyką, Diane triumfowała w takich biegach jak Canadian Death Race, brutalnym biegu przez góry o ogromnych przewyższeniach. Została uhonorowana tytułem National Geographic Adventurer of the Year, stając się ambasadorką sportowców zmagających się z ograniczeniami neurologicznymi. Jej historia to nie tylko kronika sportowych sukcesów, ale przede wszystkim dowód na to, że ludzki mózg potrafi zaadaptować się do największych strat, tworząc w ich miejsce nowe, niezwykłe możliwości.

Kiedy utrata staje się zyskiem

Historia Diane to dowód, że największe ograniczenia mogą stać się fundamentem siły. W świecie, gdzie wszyscy gonili za czasem, ona po prostu biegła – bez obciążenia przeszłością, bez lęku przed przyszłością. Może to właśnie jest tajemnica ultra: zapomnieć, ile jeszcze zostało?

|

Autor: Marcin Jutkiewicz | Foto w nagłówku: The North Face

Przewijanie do góry